poniedziałek, 09 listopad 2015 23:03

Kobiety "Od serca"

Napisane przez  Bogumiła Wartacz
Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Maria, Magda i Agnieszka jeszcze rok temu nie znały się. Nigdy też nie przypuszczały, że drzemią w nich takie pokłady odwagi, inwencji twórczej i wiary we własne siły, że założą wspólnie i poprowadzą spółdzielnię socjalną „Od serca”. Po kilkumiesięcznych przygotowaniach i realizacji projektu „Spółdzielnia socjalna – sprawdzonym przepisem na pracę”, realizowanego przez Fundację Rozwoju Lubelszczyzny w budynku bramy targowiska pod Łabędziem 10 lipca br. otworzyły sklepik z pamiątkami i pierogarnię.
Ich lokal „Pod Łabędziami” słynie już nie tylko z pierogów i ażurowych naleśników, ale i z tego, że prowadzą go kobiety przedsiębiorcze. Nim informacje o ich sukcesie trafiły do telewizji, internetu, na łamy prasy i zanim przeszły swoistą surwiwalową szkołę przetrwania, zjawiły się na szkoleniu.

- Panie z MOPSU poinformowały mnie, że jest szkolenie dla kobiet, które lubią gotować albo szyć i mogą potem pracować w spółdzielni socjalnej – opowiada Magda. - No cóż, stwierdziłam, że spróbuję. Gotować lubię, a przez kilka lat zajmowałam się przede wszystkim domem i dziećmi. - Wcześniej pracowałam w uzdrowisku i wydawało się mi, że już nic ciekawego nie będę w życiu robiła – mówi Agnieszka.- Zapisałam się na to szkolenie.

- Uważam, że w życiu wszystko dzieje się po coś, więc niewykorzystanie sytuacji, w której można zmienić swoje życie, a do tego robiąc to, co się lubi, nie byłoby rozsądne – dodaje prezes spółdzielni Maria Pietruszka. Stowarzyszenie Bona Fides Lublina wraz ze Stowarzyszeniem Kobiet Aktywnych w Drzewcach miało poprowadzić spółdzielnię i działać na rzecz kobiet w budynku szkoły, gdzie siedzibę ma stowarzyszenie „Zawsze Czesławice”. Gdy wydawało się, że zasady współpracy są wynegocjowane, okazało się, że jednak nie ma konsensusu. Czasem współpraca nie udaje się trudno, ale jak widać nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

- Nagle okazało się, że lubelskie stowarzyszenie wycofuje się z projektu i nie będzie żadnej spółdzielni – wspomina pani Maria. – Jestem wdzięczna panu Andrzejowi Rylowi, który wtedy zaczął nas namawiać do tego, by wziąć sprawy w swoje ręce i założyć tę spółdzielnię oraz Burmistrzowi Nałęczowa, który uwierzył w nas trochę na przekór realiom. Jednak to nasza determinacja, współ praca nieznających się osób, które połączył wspólny cel – stworzyła to miejsce. To był szok, przyszłam do pracy w spółdzielni by być jej maleńkim trybikiem, z możliwością uzyskania członkostwa po roku, wykonywania przydzielonych mi odgórnie zadań, a nie ją tworzyć.

Musiały podjąć wybór: machnąć ręką i zostawić wszytko, przecież to nie ich problem, czy też podjąć ogromne wyzwanie, by nie zmarnować szansy. - Zebrała się z tego szkolonego grona grupa pięciu pań i zaczęłyśmy w błyskawicznym tempie uczyć się kolejnych kroków i działać, zmagać się z różnymi przeciwnościami, na przekór słowom wielu osób - zamyśla się na samo wspomnienie tamtych chwil pani Maria.

- Jak zareagowali najbliżsi? Nie dowierzali, że damy radę, tak jak urzędnicy w wielu placówkach, w których musiałyśmy załatwiać formalności. Forma działalności pt.: „spółdzielnia socjalna” była dla nich nowością – mówi z uśmiechem pani Magda. - Czasem było tak, że sprzęt odmawiał posłuszeństwa, piętrzyły się problemy, ale tylko do czasu, gdy z naszego grona odeszła jedna z pań. Teraz pracujemy w trzyosobowym składzie, wspieramy się, mamy poczucie humoru i jak dotąd radzimy sobie.

Rozmawiamy w gustownie urządzonym, kameralnym, jasnym wnętrzu. Za ladą gotuje się woda na pierogi. Przykuwają wzrok sosnowe meble z motywem łabędzi i sercem. Na kredensach stoją certyfikaty, którymi zostały wyróżnione „Pieczone pierogi Agnieszki”, „kartoflaki serowe” i „pierogi gryczano-serowe” autorstwa założycielek spółdzielni.

- Chciałyśmy, aby nazwa naszej spółdzielni wiązała się z Nałęczowem, który leczy serca - mówi pani prezes. - Budynek, w którym mamy siedzibę skojarzył się nam z nałęczowskimi łabędziami, ponieważ oba lokale stanowią swoje lustrzane odbicie, tworząc wejście na „Targ pod Łabędziem”. Plany? Mamy wiele pomysłów na dalszą działalność i na to, by ożywić tę część Nałęczowa, ale na razie pracujemy w niepełnym składzie. Jedna z pań miała wypadek i od czerwca przebywa na zwolnieniu lekarskim. Życzymy jej szybkiego powrotu do zdrowia i do nas oczywiście, bo pomimo przyjęcia na staż niezastąpionej pani Edyty – jest nam ciężko realizować zamierzone cele. Jakie? To już temat na kolejną rozmowę. Kończymy poranne spotkanie, zaraz przyjdą kolejni goście...
Czytany 341 razy

Gazeta Nałęczowska

Wydawana od 1994 roku.